Czy rzeczywiście farmy wiatrowe są stawiane wbrew samorządom i mieszkańcom?

Z formalnego punktu widzenia mieszkańcy mają wpływ na to, co buduje się na ich terenie. Ale w praktyce bywa z tym różnie, czego dowodem decyzja NIK o kontroli inwestycji w farmy wiatrowe w 10 województwach.materiał: portalsamorządowy.pl

Zdaniem posła Jana Krzysztofa Ardanowskiego są wątpliwości co do korzyści związanych z farmami wiatrowymi oraz do przestrzegania przepisów prawa i zasad ochrony środowiska oraz uciążliwości dla mieszkańców.

– W przeciwnym razie NIK nie kontrolowałaby farm wiatrowych. Wyniki tej kontroli powinny zmusić ustawodawcę do zmian prawnych, przede wszystkim ujednolicenia sytuacji prawnej w całym kraju – powiedział w trakcie VIII Forum Energetycznego Jan Krzysztof Ardanowski.

Ardanowski dodaje, że korzyści, jakie inwestor czerpie z budowy elektrowni wiatrowej, są często nie do pogodzenia z interesem mieszkańców, którzy chcą na przykład rozwijać agroturystykę. Dlatego jego zdaniem rośnie opór społeczny wobec wszystkich form energii odnawialnej. Wiele lokalnych społeczności uważa, że inwestycje w ten sektor mogą pogorszyć jakość ich życia.

– Dlatego przy inwestowaniu w odnawialne źródła energii (OZE) trzeba restrykcyjnie przestrzegać prawa – zaznacza poseł.

Jan Krzysztof Ardanowski uważa, że kolejnym problemem jest to, że większość gmin nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W wielu jednostkach prowadzi to do anarchii urbanistycznej.

Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, podaje przykład Darłowa, gdzie wójt zmienił plan zagospodarowania przestrzennego bez konsultacji z radą gminy. Jego zdaniem jest to dowód, że w niektórych wypadkach mieszkańcy mogą być bezbronni wobec niezgodnego z interesem społecznym planu zagospodarowania.

Zdaniem Wojciecha Cetnarskiego kontrowersje wokół inwestycji wiatrowych wynikają po części z winy inwestorów. W jego opinii w kwestii inwestycji w energetykę wiatrową sporo się do dzisiaj poprawiło, ale nie zawsze było tak dobrze. Na początku popełniano błędy, czego efektem są m.in. źle zlokalizowane farmy wiatrowe.

– Dlatego ważniejsze niż tworzenie nowych przepisów jest konsekwentne przestrzeganie prawa – zaznacza Cetnarski.

Tomasz Zelek, country manager RP Global Poland, podkreśla, że samorządy w Polsce wobec nacisków inwestorów nie są bezradne, gminy i władze wojewódzkie nie muszą spełniać wszystkich oczekiwań inwestorów. Przypomina, że gdy w Polsce zaczęły się inwestycje w odnawialne źródła energii wymagania wobec inwestorów były o wiele bardziej wyśrubowane niż w latach, kiedy zaczęła się ekspansja OZE w Niemczech czy Hiszpanii.
– W Polsce nie da się budować farm wiatrowych wbrew samorządom i społecznościom lokalnym. Są trzy etapy inwestycji, w których trakcie zainteresowani mogą się wypowiadać i zgłaszać zastrzeżenia wobec projektu – wskazuje Tomasz Zelek.

Na samym początku mamy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Jest on realizowany w ponadrocznym procesie, w tym czasie wykonywane są analizy dotyczące wpływu realizacji tego planu na środowisko naturalne. Na końcu tego procesu informuje się społeczeństwo, wtedy jest odpowiedni czas na zgłaszanie uwag, mogą to robić wszyscy mieszkańcy gminy.

Zelek przypomina, że uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego jest wyborem rady gminy. Ona zatwierdza to, co proponuje komisja urbanistyczno-architektoniczna.

Kolejnym etapem, na którym społeczność lokalna ma wpływ na inwestycje w energetykę wiatrową, jest uzyskiwanie decyzji środowiskowej. Tu także jest miejsce i czas na wypowiedzi specjalistów oraz lokalnej społeczności.

– Nie ma możliwości, by wydano decyzję środowiskową pozwalającą na inwestycję szkodzącą środowisku – uważa Tomasz Zelek.

Ostatni etap, kiedy lokalna społeczność może się wypowiedzieć, jest uzyskiwanie pozwolenia na budowę.

– Czasami słyszę głosy, że powstają inwestycje robione wbrew ludziom. Moim zdaniem mogą tak powiedzieć tylko osoby, które nie są zainteresowane życiem gminy. Robią one hałas w momencie, kiedy na plac budowy wjadą koparki. To za późno – zaznacza Tomasz Zelek.

Dodaje, że problemem jest dezinformacja. Pojawiają się informacje o rzekomej szkodliwości wiatraków na pszczoły czy kozy, ich wpływ na spadek cen działek w okolicy. Jego zdaniem największymi przeciwnikami farm wiatrowych są ludzie z bezpośredniego sąsiedztwa inwestycji, którzy ekonomicznie nie skorzystali z powstania wiatraków.
Z tezą jakoby samorządowcy nie byli bezradni wobec inwestorów i chcieli współpracować z energetyką zgadza się Wiesław Byczkowski, wicemarszałek województwa pomorskiego. Wicemarszałek podkreśla, że fałszywe jest przedstawianie przedsiębiorców jako zorganizowanego wroga gmin.

Jego zdaniem z ekonomicznego punktu widzenia inwestycje w farmy wiatrowe dają gminom określone profity, jednak dopóki nie ma ustawy o OZE oraz ustawy liniowej, trudno precyzyjnie mówić o opłacalności ekonomicznej takich projektów.

– Z punktu widzenia ekologicznego wydaje mi się, że wszystko jest w porządku – uważa Wiesław Byczkowski.

Przypomina, że przedstawiciele lokalnych samorządów z województwa pomorskiego podpisali dwa miesiące temu z PSE list dotyczących budowy elektroenergetycznych stacji i linii przesyłowych. List poprzedzały szerokie konsultacje społeczne.

Jan Krzysztof Ardanowski zauważa, że część gmin z nadzieją patrzy na farmy wiatrowe, licząc na to, że wpływy, które przyniosą, pomogą podratować budżet. – Tymczasem to utopia – sądzi Ardanowski.

O Autorze

Andrzej Nowak - autor bloga, mieszkaniec Wilkowic. Interesują mnie wydarzenia kulturalne i polityczne na terenie gminy Lipno, w której mieszkam. Przedstawiam własne przemyślenia.

Podobne Posty

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: