27.09.2011. material. Panorama.media.pl

Prawdziwa burza rozpętała się w szkole podstawowej w Lipnie. Zdaniem władz gminy obecna dyrektorka Ewa Rosolska nie dba należycie o bezpieczeństwo uczniów. Opinia zrodziła się m.in. na kanwie wypadku pierwszoklasistki, która złamała rękę podczas lekcji wf.
Mama uczennicy napisała w tej sprawie skargę do gminy. Wójt zwrócił się do kuratorium, by przeprowadziło w szkole kontrolę. Dyrektor Rosolska mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a cała sprawa to nagonka na jej osobę.
Skarga po lekcji wf
Wypadek pierwszoklasistki miał miejsce pod koniec maja tego roku. Dziewczynka upadła podczas zeskoku z drabinki. Wuefista po rozmowie z nią i oględzinach nie stwierdził urazu i uczennica poszła na następną lekcję. Ponad godzinę później nauczyciel powiadomił o wszystkim jej matkę, gdyż dziewczynkę nadal bolała ręka.
Na ostrym dyżurze w leszczyńskim szpitalu, gdzie matka pojechała ze swoją córką, okazało się, że pierwszoklasistka ma złamaną rękę. Kobieta złożyła skargę do rady gminy, twierdząc, że o wypadku nie została powiadomiona w odpowiednim czasie, do szkoły nie została wezwana karetka, a ręka dziecka – należycie zabezpieczona.
Do rady gminy wpłynęły również inne skargi na dyrektorkę miejscowej szkoły, m. in. że dzieci nie mogą tam czuć się bezpiecznie, a młodzi ludzie są nierówno traktowani.
W związku z tymi skargami gmina poprosiła leszczyńską delegaturę Kuratorium Oświaty w Poznaniu, by przeprowadziła w placówce kontrolę. Ta nie wykazała rażących nieprawidłowości. Gmina zwróciła się także do kuratorium o opinię na temat pracy  Ewy Rosolskiej na stanowisku dyrektorki. WKO dobrze ocenił jej pracę.
Oprócz wspomnianych wcześniej skarg dodano też inne zarzuty.
– Mamy dwa zarzuty wobec pani dyrektor Rosolskiej: że nie dba o mienie gminne, jak również nie dba należycie o bezpieczeństwo uczniów, o czym świadczą skargi rodziców – przyznaje w rozmowie z Panoramą Grzegorz Szulczyk, zastępca wójta gminy Lipno.
Nauczyciele bronią dyrektorkę
Pod koniec roku szkolnego nauczyciele z podstawówki wysłali pismo do rady gminy Lipno, w którym podkreślili, że miejscowa szkoła od lat funkcjonuje prawidłowo, a dzieci czują się tu bezpiecznie. Jednocześnie nauczyciele podkreślili, że czują się zaniedbani przez organ prowadzący, m. in. ze względu na brak funduszy dla zapewnienia prawidłowych warunków pracy, zwrócili też uwagę na brak artykułów biurowych, funduszy na opał w szkole czy słabe wyposażenie w pomoce dydaktyczne. Przyznali, że są zdegustowani poziomem imprez kulturalnych organizowanych przez gminną bibliotekę publiczną oraz gminny ośrodek kultury, w których obowiązkowo musieli uczestniczyć.
– Grono pedagogiczne oraz pozostali pracownicy szkoły czują się zaszczuci i zaniepokojeni takim stanem rzeczy, tracąc tym samym poczucie zawodowej stabilizacji. […] Mamy obawy, że wszystkie te działania prowadzą do odwołania ze stanowiska naszej pani dyrektor i powierzenia jej zadań osobie niekompetentnej, jak to już uczyniono w przypadku GOK i biblioteki publicznej w Lipnie – ostrzegali w piśmie nauczycieli.
Skargę z takimi treściami wysłano także do wojewody wielkopolskiego, wielkopolskiego kuratora oświaty, starostwa powiatowego oraz zarządu okręgu ZNP w Lesznie. Nauczyciele stwierdzili w niej także, iż na dyrektorkę szkoły – gdy przebywała na L4 – zrzucono odpowiedzialność zorganizowania udziału młodych ludzi w powiatowym Dniu Dziecka, a później próbowano ją za to ukarać.
Wójt Lipna Mariusz Homski uznał, że treści dotyczące sprawy Dnia Dziecka naruszają jego dobra osobiste i zażądał, by członkowie rady pedagogicznej miejscowej podstawówki złożyli we wszystkich wspomnianych instytucjach oświadczenie, że są one nieprawdziwe. Troje nauczycieli podpisało się pod takim oświadczeniem. Inni zredagowali oświadczenie, w którym stwierdzili, że przepraszają wszystkich, którzy poczuli się urażeni treściami zawartymi w wysłanym przez nich piśmie.
Kontrola i głuche telefony
Dyrektorka SP w Lipnie twierdzi, że cała sprawa jest nagonką na jej osobę, a zaczęła się już pod koniec ubiegłego roku. Przy projektowaniu budżetu na ten roku rada pedagogiczna SP w Lipnie, jak również pozostałe jednostki w gminie, zaopiniowały projekt negatywnie. Środki finansowe nie zaspokajały nawet koniecznych potrzeb szkoły. Rażące było naruszenie zasad dotyczących dokształcania nauczycieli wynikających z „Karty nauczyciela”. Jest to kwota 1% od wynagrodzeń, która w budżecie musi znaleźć się bezwzględnie. Została okrojona o połowę. Na nasze pisma nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi do dzisiaj, a upominanie się o pieniądze było odbierane jako atak – mówi Ewa Rosolska.

W piśmie władz gminy do kuratorium pojawił się zarzut, że w związku z ubezpieczeniem mienia szkolnego zaniżona została w znacznej wysokości wartość sprzętu komputerowego, co naraża tym samym szkołę na znaczne straty majątkowe w przypadku powstania szkody. Dyrektorka przyznaje, iż otrzymała z gminy sugestię, by nawiązać współpracę z firmą Warta. Zadzwoniła więc do brokera współpracującego ze szkołą, prosząc, by ten przygotował ofertę.
Okazało się, że wynegocjował on bardzo dobre warunki. Poinformowałam wójta, iż ubezpieczam szkołę w Warcie. Wójt wyraził zadowolenie, ale nie wiedział wtedy jeszcze, że nie współpracowałam z człowiekiem przysłanym przez niego. I wtedy znów się zaczęło: oskarżono mnie, że zgodziłam się na niższe stawki ubezpieczenia sprzętu komputerowego niż dotychczas. W gminie nie chciano wziąć jednak pod uwagę faktu, że jego wartość z roku na rok jest coraz niższa – dodaje Ewa Rosolska.
Pani dyrektor niejednokrotnie musiała również tłumaczyć się w gminie w związku ze skargami na jej pracę. Jest przekonana, iż przynajmniej część tych skarg została spreparowana tylko po to, by doprowadzić do zwolnienia jej ze stanowiska.
Podkreśla, że szkoła zawsze uchodziła za bezpieczne miejsce, a ona nigdy nie faworyzowała żadnych uczniów. Jeśli któremuś z nich poświęcała więcej uwagi, robiła to tylko dlatego, iż był to uczeń o specjalnych potrzebach edukacyjnych (np. z orzeczeniem o ADHD).
Od 11 lipca jestem na zwolnieniu lekarskim – początkowo wystawił je lekarz rodzinny. Jednak ze względu na stan moich nerwów polecił mi pójść do specjalisty, zwłaszcza, że wcześniej prawie nie zdarzyło mi się chorować. Zaledwie po dwóch tygodniach pracodawca – wójt zlecił ZUS-owi kontrolę mojego zwolnienia. Orzecznik ZUS uznał zwolnienie za zasadne. Początkowo na zwolnieniu ktoś nękał mnie głuchymi telefonami do domu. Przestałam je odbierać, trochę się uspokoiło – ubolewa Ewa Rosolska.
Sprawa ma jeszcze wiele innych wątków, nie sposób wszystkie z nich poruszyć. Jak dalej się potoczy – trudno powiedzieć. Na razie pani dyrektor jest na zwolnieniu, a pracami szkoły kieruje jej zastępczyni Aldona Ginter.

ANNA MAĆKOWIAK

O Autorze

Andrzej Nowak - autor bloga, mieszkaniec Wilkowic. Interesują mnie wydarzenia kulturalne i polityczne na terenie gminy Lipno, w której mieszkam. Przedstawiam własne przemyślenia.

Podobne Posty

Brak odpowiedzi

  1. rodzic

    Proszę zapytać jak wyglądały lekcje języka angielskiego, które prowadziła Pani Dyrektor! Z ośmiu planowych godzin miesięcznie odbywały się dwie – trzy lekcje. Przez rok nauki dzieci opanowały podstawowe kolory i liczenie w zakresie dziesięciu. I to jest nauczyciel, który lojalnie wypełnia swoje obowiązki? Nareszcie ktoś się za to wziął! Brawo Panie Wójcie!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: